Fikcyjnie. Mało lotny komentarz do chwili.
RSS
sobota, 19 listopada 2005
film okazał się na tyle interesujący że postanowili go obejrzeć jeszcze raz. Właściwie to nie był porywający. Kiepskie sceny łóżkowe, mało pościgów, żarty takie jakieś takie nie wprost, jakby trzeba było się samemu domyśleć. - Przewiń kasetę - napomknęła, po czym złapała się za usta. Idiotka. On popatrzył z pogardą i kliknął myszką na ten taki trójkącik, który nie wie jak się nazywał, ale sprawiał że film startował. - to ja może zaraz przyjdę - powiedziała ona spuszczając wzrok. "Kasetę, kasetę" powtarzała w myślach, a poczucie zarzenowania parowało, zostawiając za nią smugę dymu. Otworzyła okno, niech się trochę przewietrzy. - Choć, bo nie wiem gdzie się zatrzymuje, a już napisy się skończyły - zawołał. Aktor zadawał to samo pytanie co 113 min wcześniej, i tak samo był podobny do tego ministra co go już nie ma. Uśmiał się co nie miara. No bo jak, minister w filmie? 
23:25, la_equis
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 listopada 2005
Mrauuuuh...
....Przeciągnęła się lekko mrużąc oczy. Wypłynęły na posadzkę. A właściwie tylko prawę, szybko posprzątała zanim on wyszedł spod prysznica. - To takie krępujące- pomyślała, smarując kremem nawiżającym z wyciągiem z imbiru i koenzymem Q10 - pusty oczodół. On wiązał w tym czsie krawat. W pionowe pasy - na znak protestu. żadnego poziomu, serwetki z moheropodobnej tkaniny też wyrzucił. A co. Nie może być passe. Postawił włosy i wybiegł z mieszkania na ziąb. Nie zdziwiła się. On codziennie wybiega, gubiąc po drodze notatnik, a ona codziennie go znajduje. Chyba w ich związek wkrada się rutyna . - Jutro go nie znajdę - postanowiła - nawet nie będę szukać. W tym czasie on jadąc autobusem przegubowym wpadł na ten sam genialny pomysł urozmaicenia ich życia. - Jutro zgubię teczkę z dokumentami. - postanowił, i uśmiechnął się. Znalazł receptę.
22:30, la_equis
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 listopada 2005
wesołych świąt
Punkt 12 byli na cmentarzu. Wcześniej wypełzli przez przednią szybę z trawaju, ku oburzeniu motorniczego który pogroził im palcem. On wyciągnął pogniecioną mapkę - zeszłoroczną. Włączyli stoper. Rajd 2005. Ciocia, jeszcze jedna i jeszcze Twoja. Przy ostatniej jej włosy zapaliły się do zniczy z przeceny w tesco. Płoneły wtapiając się w krajobraz - przecież wszędzie coś płonęło. Gdy ogień zaczął przenosić się na nowy płaszczyk, on pochwycił stającą nieopodal butelkę z wodą. taką z obciętą szyjką. Chlup. - Fryzjerka nie będzie zadowolna - mruknęła naciągając czapkę. Odchaczył ostatniego wujka na mapce. To chyba był jej wujek. Albo jego. Nie pamiętał, ale zawsze był na mapce.
19:27, la_equis
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 października 2005
wynikowa dziura w suficie
Jeb! wyniki spadły jak grom z jasnego nieba, robiąc wspomnianą dziurę w suficie. Po chwili otrzepały się i szybkim krokiem opuściły zdziwionych domowników. Tyle je widziano. Ona popatrzyła na niego spode łba i wróciła do szukania pod komodą aromatu do ciast. cytrynowego. On dalej się golił. Bo co go takie wyniki. Wdarły się, zrobiły zamieszanie i zbiegły z miejsca wypadku zostawiając kilometrową wyrwę w ich skromnym komunalnym mieszkanku. Żyrandol, który już wczęsniej trzymał się na słowo honoru, grzmotnął o podłogę. Wyniki i ze słowem honoru dały sobie radę. Wściekł się on, bo go takie wyniki nie satysfakcjonowały. Nie tak zaznaczał w konkursie, źle kurcze wytypował. Nie wygra 1000 złotych ani kamery cyfrowej. I do tego ta dziura... - gdzie ten pieprzony aromat - pomyślała ona, po czym wsunęła się jeszcze głębiej pod komodę. Spodobało jej się. Zostanie do następnych wyborów.
20:28, la_equis
Link Komentarze (2) »
niedziela, 23 października 2005
 Budząc się rano spostrzegli że nic się nie zmieniło. Zapałka na stoliku do kawy wciąż się paliła, bezustannie trawiąc resztki pozostawionych na nim przemyśleń dnia poprzedniego. A przecież dzień był sądny. Dzień przynoszący zmiany, po którym Polska miała się obrócić wokół własnej osi przynajmniej z milion razy zanim trafi na właściwą sobie orbitę i będzie mogła iść ciągne iść w stronę słońca. Posłusznie podlegli codziennemu rytułałowi który nakazywał zapełnienie się, mieszaniną różnych związków chemicznych, wprawiąjących w ruch. - Kochanie popraw stanik, wychodzimy- Powiedział po czym wyszli, bo jakby inaczej. Mimo ciszy przedwyborczej trwającej tego dnia 20 minut dłużej z powodu komisji obwodowej z Legnicy, na przystanku świdrująco wpatrywał się to jeden to drugi z przypudrowanych plakatów. Za plakatem nie było nic. Może płot, a może ściana budynku. - Jakie to symboliczne - powiedział on, po czym przeraził się że pomyślał. Nie opowiedział jej o tym spostrzeżeniu, chciał ją chronić. Przy wejściu do lokalu ktoś rozsypał pomarańcze. Ona musiała je ominąć w uwadze na prawie czyste buty. - Jak przegra, będzie mógł zwalić na pomarańcze - pomyślała dłużej. - Nad czym myślisz? - zażartował on. - Nad niczym - zażartowała. Wieczorem się okaże czy trafili. Czy zaznaczyli odpowiedni kwadracik. Czy odpowiedzieli jak większość ankietowanych, czy na nieszczęście są w mniejszości. Tego się bała najbardziej.
16:36, la_equis
Link Dodaj komentarz »